Rose
Użytkownik
Reputacja +0/-0
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 19
Jake<3
|
 |
« Odpowiedz #15 : Luty 14, 2009, 16:25:17 » |
|
Hmmm...Czy tylko mnie to nie śmieszy? Fakt, piosenka jest genialna. Ale reszta? Może znajdzie się kilka momentów w których się uśmiechnęłam, ale nic mnie bardzo nie rozśmieszyło, a chyba taki był twój cel, Suhak? Może mam po prostu dziwne poczucie humoru;d
Jeśli jeszcze kiedyś napiszesz jakąś piosenkę albo coś takiego to mnie powiadom. Z chęcią przeczytam:)
|
|
|
|
|
Zapisane
|
'(…) Związek ze mną byłby dla ciebie o wiele zdrowszy. Nie byłbym twoim narkotykiem, tylko twoim powietrzem, twoim słońcem. Kącik moich ust drgnął w smutnym półuśmiechu. - Wiesz, że nawet kiedyś tak o tobie myślałam? Że jesteś moim słońcem, moim osobistym słońcem? Odganiałeś dla mnie chmury. Westchnął. - Z chmurami sobie radzę, ale nie mogę walczyć z zaćmieniem. '
|
|
|
Suhak
Newsman
Nowonarodzony
 
Reputacja +26/-1
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 187
Ed.mett <3
|
 |
« Odpowiedz #16 : Luty 15, 2009, 15:32:47 » |
|
Najpierw odpowiem na pytania zadane przez Rose. : > Hmmm...Czy tylko mnie to nie śmieszy? Na to wygląda. : D Może znajdzie się kilka momentów w których się uśmiechnęłam, ale nic mnie bardzo nie rozśmieszyło, a chyba taki był twój cel, Suhak? Teoretycznie. Moim prawdziwym i tajemnym celem jest zrobienie Wam papki z mózgów : < Może mam po prostu dziwne poczucie humoru;d Nie, ja je mam. : > Teraz rozdziaaaał! Pozdrawiam - Rozśpiewana Mery Sue-hack. : D Rozdział VII czyli zmiany, zmiany... - Jest godzina - siódma - zero - zero. Dziś mamy - wtorek - dwudziesty - pierwszy - maja - dwutysięcznego - dziewiątego - roku. Temperatura na dworze - dwadzieścia - osiem - stopni Celsiaaaauuughrrr... Coś zgrzytnęło i elektryczny alarm został przygnieciony przez wielkiego, czarnego buta. - Zamknij się - warknął Robert w poduszkę i otworzył oczy. Światło. Przerażająco białe światło. Gdzie on jest? Podniósł głowę. Leżał w swoim własnym łóżku, w swoim własnym ubraniu, w swoim własnym domu. Tak rzadko tu spotykane promienie słoneczne wpadały do jego sypialni, bezczelnie podkreślając bałagan tam panujący. Robert klapnął na poduszkę, próbując sobie przypomnieć, co się działo w nocy. Pustka... Pustka. Pustka! Robert usiadł na łóżku, przyciskając sobie dłonie do oczu. Nic nie pamiętał! Ostatnie, co widział, to stary, obskurny budynek oraz Muriel, otwierającą drewniane, obdrapane drzwi. Tyle. Nic więcej. Nie pamięta nawet, jak znalazł się w domu. Poczuł ukłucie niepokoju. - Co się, do cholery, działo?! - krzyknął, uderzając się w czoło kilka razy. - Muriel! Coś ty mi namąciła?! Ale zamiast usłyszeć jej niski, poważny głos, odpowiedziała mu cisza. Robert wściekł się. Wstał i podszedł do lustra w łazience. Zdębiał. Zamrugał i spuścił wzrok. Nie, to niemożliwe. Policzył do dziesięciu i spojrzał w lustro znowu. Nie. Serce Roberta przyspieszyło. Odkręcił kran z zimną wodą i nalał sobie jej trochę w dłonie, po czym przemył twarz. Może to go otrzeźwi. Podniósł głowę jeszcze raz i jego wzrok spoczął na mężczyźnie stojącym po drugiej stronie tafli lustra. To nie był Robert. To był ktoś inny. Przebrał się i postanowił znaleźć Muriel. Co się działo? Czy mu odwala? Dlaczego nic nie pamięta? Jak zwykle, więcej pytań niż odpowiedzi. Szedł powolnym krokiem wzdłuż jednej z głównych ulic. Nie wiedział właściwie, gdzie idzie. Miał tylko nadzieję na to, że gdzieś po drodze napatoczy się na Muriel, ona wyjaśni mu, o co chodzi, wszystko odkręci i Robert znów będzie mógł być sobą. Mijał właśnie jeden z londyńskich butików, gdy usłyszał znajomy głos. - Rob? Przystanął i odwrócił się, a jego serce zatrzepotało. - Robert! - Na twarzy Kristen pojawił się szeroki uśmiech. Stała właśnie przed wystawą jakiegoś sklepu z ubraniami. - Krissy... - wyszeptał Robert. Pierwszy raz na jego widok Kristen Stewart się ucieszyła. - Och, Robert... wyglądasz... inaczej - zauważyła i podeszła do niego bliżej. - Hmmm... Gdzie teraz idziesz? - Ja... Ja... - Robert poczuł, że nie potrafi się skupić. Stała tak blisko i wcale jej to nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie... Poczuł dziwny prąd w okolicach podbrzusza. - Właściwie, to wyszedłem na spacer... Tak... kompletnie bez powodu. - Co tam Muriel, skoro ma przed sobą prawdziwego Anioła? - Och... A masz trochę wolnego czasu? - zapytała Kristen, podchodząc jeszcze bliżej i trzepocząc rzęsami. - Ja... No pewnie! - Och, to cudownie - wymruczała dziewczyna, rumieniąc się. Kristen się rumieni. Kristen Stewart się rumieni. Kristen Stewart rumieni się, bo chce iść z nim na randkę. Kristen upadła na głowę. Milczał, czekając, aż coś jeszcze powie, ale ona także nic nie mówiła, tylko odwróciła wzrok, nadal lekko zarumieniona. Hm, teraz chyba jego ruch. - Pójdziemy gdzieś razem? - wyrzucił z siebie na wydechu. Nie, ona odmówi. Był tego pewien. - No pewnie! - odparła troszkę za wcześnie, jak na niespodziewane pytanie. Robert odetchnął. - No to... Zabiorę cię w jedno wspaniałe miejsce - zaproponował i ruszyli wzdłuż uliczki. Robert spojrzał na lustro na wystawie. Facet, który się do niego uśmiechał, miał jego twarz, ale nie włosy. Miał czyste włosy.Ach. Jeszcze Post Scriptum! Dzięki Cherry, jej natchnieniom i w ogóle, nie będzie jednak żadnych cukierkowych rozdziałów. Bogu dzięki, bo już chodziły mi po głowie takie pomysły jak tragiczne zakończenie, aby ich uniknąć! : o Czekajcie na następne rozdziały! Stay tuned : d W następnym odcinku...Dedykacja dla Cherry. Leśna polanka. I, najważniejsze - mroczny sekret Kristen! Obiecuję Wam, że ten rozdział będzie zabójczy. : >
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Cherry
Super Moderator
Zaawansowany Użytkownik
   
Reputacja +100/-0
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 97
<3
|
 |
« Odpowiedz #17 : Luty 15, 2009, 18:25:06 » |
|
Obiecuję Wam, że ten rozdział będzie zabójczy. : > Podpisuję się pod tym, dostałam mały spoilerek i w zupełności się zgadzam. ^^ Czekam na ten rozdział, zwłaszcza, że będzie dedykacja dla mnie! ;D
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Suhak
Newsman
Nowonarodzony
 
Reputacja +26/-1
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 187
Ed.mett <3
|
 |
« Odpowiedz #18 : Luty 16, 2009, 22:09:21 » |
|
Rozdział dłuższy, niż zwykle, ale zapewniam - warto przeczytać! : D *śpiewa wesoło*Z dedykacją dla Czeeeeeeryyyy...*/śpiewa wesoło*Rozdział VIII czyli przerażające wyznanie Kristen! Pogoda tego dnia była piękna. Wręcz odzwierciedlała humor Roberta - było słonecznie, ciepło i aż chciało się żyć, patrząc w niebo. Postanowił zabrać ją w jedno ładne miejsce - na obrzeżach Londynu. Była to przyjemna polanka w małym lesie, położonym na północ od miasta. W sumie jeszcze nigdy nie rozmawiali tak swobodnie - śmiali się i uśmiechali bez powodu. Robertowi chciało się wręcz tańczyć. Pierwszy raz w życiu Kristen była dla niego miła i tego dnia ani razu nie nazwała go kretynem. - Mmm, Robert - wymruczała i przejechała mu palcem po przedramieniu. Jechali właśnie samochodem na obrzeża miasta. - Roooob... Ja... przepraszam - wyszeptała po chwili. - Za co? - Za to, że czasem byłam taka... chamska... i w ogóle. Robert milczał, ale był w tej chwili najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. - Po prostu się umyłeś. Cały. Razem z włosami - wyjaśniła, wzruszając ramionami. Zatrzymali się w miejscu, gdzie ginie droga i zaczyna się leśna dróżka. Kristen spojrzała na niego z powątpieniem. - Mmmm... Las? - zapytała. - Las - potwierdził Robert. - Leśna polanka - uściślił, wysiadając i podchodząc do jej drzwi. Otworzył je, ale ona dalej przyglądała mu się z dziwnym wyrazem twarzy. - Co? - Nic, ja... Kurczę, Rob, czy ty przypadkiem nie zachowujesz się jak Edward? Zabierasz mnie swoim superszybkim samochodem na leśną polankę i... - Och, zamknij się i wysiadaj - warknął i ruszyli w drogę. - Mmm, Roooob... Jesteś niesamowity - wyszeptała, gdy dotarli na miejsce. - Tu jest... pięknie. Faktycznie, miejsce było piękne - ciemnozielony kawałek trawy otaczały krzaki, a poprzez korony drzew przedostawały się jasne promienie słoneczne. Gdzieś w oddali słychać było śpiew ptaków, szum drzew i odgłosy zwierząt. - Podoba ci się? - Baaardzo. - Kristen oparła głowę o jego pierś i przejechała mu palcem od obojczyka w dół. Robert poczuł skurcz, który przeszedł go od podbrzusza aż do przepony. Uśmiechnęła się szeroko. - Wiesz - powiedziała bardzo cicho, tak cicho, że prawie zagłuszał ją śpiew ptaków i szum drzew - od zawsze cię lubiłam. Tylko... Tylko ja... Egh. - Kristen zmieszała się i przewróciła oczami. - Nie myłeś włosów. Poza tym... Ja nie jestem dla ciebie odpowiednia... - Dlaczego? - zapytał, mrugając. Kristen uśmiechnęła się, spuszczając wzrok w dół i przygryzając wargę. Robert chętnie zrobiłby to za nią. - Mmm, należę do bardzo wrednych osób... Jak zapewne zauważyłeś - dodała, przysuwając się jeszcze bliżej i przejeżdżając dłonią po jego szyi i torsie. Robert objął ją w pasie jedną ręką, drugą ujął jej twarz i zbliżył do swojej. Jej oddech przyspieszył. - Nie sądzę - wyszeptał i nachylił się. Po chwili poczuł jej ciepłe wargi na swoich. W sumie to było najpiękniejsze, co mogło się wydarzyć. Była jego marzeniem, jego szczęściem. Jego życiem, jego nadzieją, jego przyspieszonym biciem serca, jego śmiechem, uśmiechem, radością, tęsknotą. Przez te kilkanaście miesięcy pracy z nią marzył o tym częściej, niż o WieśMacu z McDonalda czy o spojrzeniu w lustro. Ale to nie było wszystko. - Robert - szeptała dalej Kristen - jest jeszcze jeden powód, dla którego nie możemy być razem. - Och, Krissy... - Robert nachylił się, by pocałować ją jeszcze raz, ale ona odwróciła głowę. - Słuchaj mnie, kretynie, bo będziesz żałować! Robert myślał. Spojrzał w dół i po chwili zaczął rozumieć... Przekalkulował wszystko, a Kristen patrzyła na niego uważnie. Najwyraźniej czekała, aż załapie. - Jesteś niesamowicie piękna i zgrabna - zaczął Robert powoli, myśląc intensywnie. - Twoja skóra jest mimo to strasznie owłosiona i szorstka. Jak coś jesz, to tylko steki, popijasz je piwem, a na dodatek czasem wyglądasz, jakbyś miała zarost. Kristen milczała. - Wiem, kim jesteś - powiedział cicho Robert, czując, że zaschło mu w gardle. - Powiedz to - wyszeptała Kristen. - Na głos. Powiedz to! - Transwestytą - odpowiedział Robert. - Boisz się? - zapytała Krissy. Robert spojrzał jej w oczy. - Nie. - Więc zadaj mi najbardziej podstawowe pytanie... Co mam w majtkach? - To nie ma znaczenia. - Robert złapał ją za rękę. - Nie ważne, kim lub czym jesteś. Wolałbym umrzeć, niż żyć bez ciebie. - Chodź, pokażę ci jak wyglądam naprawdę - zawołała Kristen, rozpinając rozporek. - Nie, nie! Czekaj, Krissy, każda aluzja do filmu ma swoje granice - warknął Robert, łapiąc jej nadgarstki i odciągając je od zamka błyskawicznego. - Nie ważne, co tam masz. I tak jesteś piękna. Kristen zaśmiała się ironicznie. - Piękna? Rob, to twarz... To twarz mężczyzny. - Nie wierzę w to. - Ponieważ wierzysz w kłamstwa! - zawołała. - Wierzysz w to, co widzisz. A to nieprawda. To kamuflaż... Botoks, operacje plastyczne i hormony... Wszystko we mnie zostało zmienione. Moja skóra, moja twarz i... te inne. - To nie jest dla mnie ważne. Kristen spojrzała na niego, wzruszona. - Nie masz pojęcia, ile na ciebie czekałam. - I rzuciła mu się w ramiona. Kątem oka Robert zobaczył jakiś cień. Odwrócił głowę. Między drzewami stał Eustachy Klapka z dyktafonem w ręku.W następnym odcinku...Wspomnienia wracają. Eustachy - "the bad guy". Plan Roberta.
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Luty 16, 2009, 22:11:15 wysłane przez Suhak »
|
Zapisane
|
|
|
|
Dark Natya
Super Moderator
Nowonarodzony
   
Reputacja +101/-0
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 144
Obsesyjny wampir. Edward. <3 Emmett. <3 Jasper. <3
|
 |
« Odpowiedz #19 : Luty 17, 2009, 18:19:37 » |
|
Hahaha, to jest genialne! Od razu mam inne spojrzenie na Roberta i Kristen. : D Będą razem? Będą? : D
|
|
|
|
|
Zapisane
|
'Wyrzuciłam bukiet z nietypową dla siebie zręcznością, prosto w ręce zaskoczonej Angeli. Emmett i Jasper wyli ze śmiechu, widząc, że się rumienię, podczas gdy Edward bardzo ostrożnie ściągał zębami pożyczoną podwiązkę, umieszczoną nieco powyżej kostki. Mrugnął do mnie szybko, a następnie rzucił ją prosto w twarz Mike'a Newtona'. 'Wszyscy klaskali, gdy pocałował mnie nad progiem. Później popędziliśmy do samochodu, uciekając przed burzą ryżową. Większość strzałów nas ominęła, ale ktoś, prawdopodobnie Emmett, rzucał z niesamowitą precyzją i zostałam trafiona wieloma rykoszetami od pleców Edwarda'. : D
|
|
|
Cherry
Super Moderator
Zaawansowany Użytkownik
   
Reputacja +100/-0
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 97
<3
|
 |
« Odpowiedz #20 : Luty 18, 2009, 18:34:22 » |
|
Dziękuję za dedykację. ;d
Rozdział super, te aluzje do filmu genialne, więcej takich. ^^
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Aleksandrusza
Newsman
Nowonarodzony
 
Reputacja +10/-0
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 100
It's kind of pijawka!
|
 |
« Odpowiedz #21 : Luty 18, 2009, 19:40:27 » |
|
O tak te aluzje to był b. dobry pomysł. Skąd to się u Ciebie bierze? ;) Bo czyta się równie dobrze jak serię Zmierzchu
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Suhak
Newsman
Nowonarodzony
 
Reputacja +26/-1
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 187
Ed.mett <3
|
 |
« Odpowiedz #22 : Luty 24, 2009, 21:21:21 » |
|
Ostatni, zachomikowany rozdział. : < Rozdział IX czyli wspomnienia wracają... - Kristen... To Eustachy. - Eustachy?! - wrzasnęła Krissy, odskakując od Roberta. Cień Eustachego mignął miedzy krzakami. - Boże, Robert... - Miał dyktafon w ręku - dodał Rob martwym głosem. Kristen złapała się za głowę. - Chodź, złapiemy go i... - Nie! - zawołała Kristen histerycznym głosem. - Już za późno. Nagrał nas. Nagrał MNIE. - Ale... Przecież to twój przyjaciel! Nic z tym nagraniem nie zrobi... - Robert, zrozum! - warknęła, zaciskając pięści. - To dziennikarz. Dziennikarstwo to jego obsesja. On nigdy się nie poddaje! - To co, to teraz on chce to opublikować?!* Kristen złapała go za nadgarstek i ruszyła szybkim krokiem w stronę samochodu. Nagle Robert zamarł. Przed oczami stanęły mu różne obrazki, jakby urywki... - Robert, mamy dla ciebie misję. - Jakaś kobieta... dziwnie znajoma... - Umyjemy ci włosy - wyjaśniała. - Ty tymczasem wkradniesz się do centrum dowodzenia szamponów jako nowonawrócony... I będziesz zdawał nam raporty. - Ja... Ja nie wiem, czy jestem na tyle odważny. - Tak, to były jego własne słowa. - Oczywiście, że jesteś, Robercie. Nie martw się, ta misja nie będzie trwała długo. Umyjesz włosy dwa czy trzy razy... Potem sceneria zmieniła się. Czyjaś łazienka... Robert stał pochylony nad umywalką. Obok niego znów ta kobieta, z szamponem w ręku... - Muriel... Ja... Ja zrobię, co w mojej mocy, aby twoja rodzina znów była bezpieczna. Muriel tylko uśmiechnęła się smutno i wylała mu trochę szamponu na mokra głowę. Potem Rob znów wrócił do świata realnego. Kristen ciągnęła go za rękę w stronę samochodu. - Robert, musimy wynieść się z miasta. A najlepiej z kraju. Uciec przed nim, przed mediami. Zamieszkajmy na jakimś odludziu, gdzieś w Afryce... Albo gdzieś w górach... - Kristen... - Wyjedźmy. Tak, musimy wyjechać. To nagranie zniszczy mi życie, a tropiciela - cholera, dziennikarza! - nie powstrzymamy... Potem Robertowi przed oczami stanął kolejny obrazek. - Ach, Robercie, pamiętaj - mówiła do niego Muriel. - Uważaj na tego Eustachego Klapkę. Podejrzewamy, że służy u szamponów... - Kristen, musimy znaleźć Eustachego! - zawołał nagle. - Musimy go znaleźć... Nie możemy teraz wyjeżdżać! - Rob, ale MUSIMY. Czy ty sobie wyobrażasz, jakie rzeczy powypisują na Pudelku? - załkała Krissy, wsiadając do samochodu. Robert usiadł za kierownicą, kalkulując. Tak, to dla niego niebezpieczne. Co jutro zastanie w gazetach? „Robert Pattinson związał się wreszcie z Kristen Stewart, która ma siusiaka”?! To zniszczy jego karierę. Z drugiej strony, musi być wierny TPI. Teraz wszystko pamięta. Tylko... Dlaczego nie pamiętał wcześniej? Tak. To BYŁA odpowiedź. Razem z łupieżem stracił tożsamość jako agenta TPI. Ucieknie od Kristen i pójdzie na spotkanie z Eustachym.*Nawiązanie do dialogu: - The hunt is his obsession. He’s never gonna stop!I: - So what, now he wants to kill me?! : D edit. Napisałam właśnie nowy rozdział, dziesiąty, i oświadczam, że rozdziałów będzie razem... Dziesięć. Plus epilog w planach. Więcej ode mnie w następnym rozdziale. edit #2. uuu... zabijecie mnie. Chyba nagrody konkursowej nie będzie, (chodzi mi o umieszczenie ksywki w ficku) bo skończyłam go znacznie wcześniej, niż planowałam... Ewentualnie, mogę zadedykować jednej cześci uczestników 10 rozdział, drugiej części - epilog. Nie złościć się, po prostu boję się że schrzanię klimat X rozdziału i epilogu, a klimacik jest, myślę, ciekawy. Pozdrawiam.
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Luty 25, 2009, 21:08:59 wysłane przez Suhak »
|
Zapisane
|
|
|
|
Aleksandrusza
Newsman
Nowonarodzony
 
Reputacja +10/-0
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 100
It's kind of pijawka!
|
 |
« Odpowiedz #23 : Luty 25, 2009, 20:56:16 » |
|
Tylko dziesięć?! Za mało, no chyba, że te ostatnie będą, że tak powiem obszerniejsze :D No tak czy siak...gdzie jest aleksandrusza w tym tekście?! ha
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Dark Natya
Super Moderator
Nowonarodzony
   
Reputacja +101/-0
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 144
Obsesyjny wampir. Edward. <3 Emmett. <3 Jasper. <3
|
 |
« Odpowiedz #24 : Luty 25, 2009, 22:52:49 » |
|
Jak zawsze fajne, ale jak na mój gust za krótkie! Skoro ma być dziesięć, to napisz coś długiego! ^^ A mi zadedykujesz? XD Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy!
|
|
|
|
|
Zapisane
|
'Wyrzuciłam bukiet z nietypową dla siebie zręcznością, prosto w ręce zaskoczonej Angeli. Emmett i Jasper wyli ze śmiechu, widząc, że się rumienię, podczas gdy Edward bardzo ostrożnie ściągał zębami pożyczoną podwiązkę, umieszczoną nieco powyżej kostki. Mrugnął do mnie szybko, a następnie rzucił ją prosto w twarz Mike'a Newtona'. 'Wszyscy klaskali, gdy pocałował mnie nad progiem. Później popędziliśmy do samochodu, uciekając przed burzą ryżową. Większość strzałów nas ominęła, ale ktoś, prawdopodobnie Emmett, rzucał z niesamowitą precyzją i zostałam trafiona wieloma rykoszetami od pleców Edwarda'. : D
|
|
|
Suhak
Newsman
Nowonarodzony
 
Reputacja +26/-1
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 187
Ed.mett <3
|
 |
« Odpowiedz #25 : Luty 26, 2009, 20:20:09 » |
|
Dedykacja? Za zaległy konkurs. Dla Aleksandruszy, Zandylii i Alice Cullen. Rozdział X i ostatni czyli koniec. - Wsiadaj, wsiadaj, kieruj, kieruj, jedź! JEDŹ! Musimy... Rob... Jedź, jedź... - Przecież jadę, zamknij się wreszcie i zachowuj jak prawdziwy mężczyzna! Kristen załkała. - ALE JA NIE JESTEM MĘŻCZYZNĄ! Robert zacisnął ręce na kierownicy. - Po prostu się zamknij. I jak on ma to zrobić? Jak ma jej uciec? A może postawi sprawę jasno?... Z zamyślenia wyrwał go głos Krissy. - KRETYNIE, WRÓĆ NA ZIEMIĘ! Mówię do ciebie! - C-co? - Zatrzymaj wóz. - Cooo? - Zatrzymaj wóz! - Po co? - Bo wysiadam! Robert spojrzał na nią jak na wariatkę. - Dlaczego? - Nie będziesz mnie obrażać. NIE JESTEM MĘŻCZYZNĄ oraz NIE BĘDZIESZ SIĘ TAK DO MNIE ZWRACAĆ - warknęła dobitnie. - Nie zatrzymam wozu, spieszę się - wyjaśnił Robert beztrosko, dodając gazu. - Zatrzymaj, inaczej wysiądę podczas jazdy! - zagroziła Kristen. - Proszę bardzo. Dziewczyna jęknęła. - Naprawdę wysiądę! - Ależ proszę bardzo - powtórzył. - Baba z wozu, koniom lżej. Mechanicznym koniom. Złapała za klamkę. A niech wysiada. I tak Robert ma teraz na głowie ważniejsze sprawy niż jej życie. „Ciekawe, gdzie jest Eustachy?” zastanawiał się. „Może już dotarł do redakcji?...” A potem na ziemię sprowadził go znów głos Kristen. - Rob! ROB! - Mówiłem ci, że możesz wysia... - Och, nie o tym mówię. Zobacz, kto stoi na poboczu. Eustachy. Robert spojrzał na drogę. Faktycznie, stał tam Eustachy Klapka we własnej osobie. Rob zatrzymał się na kilka metrów od niego i jego zepsutego grata. - Podwieźć? - zapytał z sarkazmem. - A, chętnie - odparł w stu procentach szczerze facet. Robert uniósł brew. - Ja nie mówiłem poważnie, kretynie - warknął. - Ale ja owszem - zawołał wesoło Klapka i wpakował się bezczelnie do samochodu. - Do redakcji magazynu „Pipul”, jak można. Robert bez słowa, nie patrząc na Kristen, ruszył szybko asfaltówką. Po jakimś czasie dojechał do skrzyżowania i skręcił w lewo. - Eee, panie... Robercie... Do Londynu w prawo. Robert milczał. - Czy mógłby pan zatrzymać wóz? - Nie, nie mógłby - warknęła Kristen. - I nie zatrzyma. - Dlaczego? Chciałbym wysiąść. - Proszę bardzo - odparli chórem Rob i Krissy znudzonym głosem. Eustachy naburmuszył się i dalej jechali w Nieznane. Po jakimś czasie na drodze napotkali Muriel, która stała na poboczu z ręką wyciągniętą przed siebie i kciukiem wskazującym niebo. - Podwieźć? - zapytał Robert, uchylając szybę. - A, chętnie - odparła i bezceremonialnie wpakowała się do samochodu, na tylne siedzenie, obok Eustachego. - A gdzie pani jedzie? - W Nieznane. - To zupełnie jak my. Jechali jeszcze kawałek w milczeniu. Robert zastanawiał się, do czego autorka tego ficka zmierza, ale nie przychodziło mu nic inteligentnego do głowy, poza jednym wyjściem - ona ich wszystkich chce pozabijać. Z zamyśleń wyrwała go trzecia postać. Szampon. - Podwieźć? - A, chętnie. - A gdzie pan jedzie? - W Nieznane. - To zupełnie jak my. Szampon wpakował się na siedzenie pomiędzy Eustachego i Muriel. Robert postanowił zagadnąć nieznajomego. - Kim pan jest? - Szampon Robert Fructis Włosy Łupieżaste. Do usług. - Ach, witamy, witamy. Pan jakimś nowym produktem rynkowym? - Tak, tak. Jestem nowy, ale i tak wyparłem te inne marki, typu Garnier czy Schwarzkopf... - Tak? A mógłby pan nam coś o sobie powiedzieć? - Och, jestem doskonałym szamponem dla ludzi kochających łupież. Pomagam w jego tworzeniu, ale włosy pachną ładnie i błyszczą się niczym Edward w słońcu. - To cudownie! - zawołali wszyscy chórem, bo oto nagle każdy był zadowolony - Robert miał markę o swoim imieniu, Muriel znalazła szampon dla siebie, Kristen rozwiązała dylemat - skrytą miłość do łupieżu, ale nienawiść do brzydkiego zapachu, a Eustachy lubił marki, które wypychały inne. Wszyscy byli tacy szczęśliwi. Dalej jechali w Nieznane. I już nie było sporów ani kłótni...KONIEC Napisałam ten dziesiąty rozdział i... łezka mi się w oku kręci. Tak bardzo polubiłam mojego ficka... Będę za nim tak strasznie tęsknić. I za moim Robertem także. Za jego łupieżem, kretynizmem. Będę tęsknić za wiecznie poirytowaną Krissy-marudą, za poważną Muriel... Co prawda, będzie jeszcze epilog - ale epilog, co to jest, skoro to oznacza koniec? To jest chyba jedyny wieloodcinkowiec, który zakończyłam. Pisało mi się lekko, przyjemnie. Wen mnie nie opuszczał. Trzymał się mnie swoimi ostrymi pazurkami, którymi zazwyczaj, zamiast się przyczepić, to mnie drapie. Czyż to nie sukces? Dlaczego takie zakończenie, możecie zapytać. Odpowiedź jest prosta. Owszem, mogłabym pokombinować z całą akcją z morderstwem/złupieżeniem Eustachego, rozwinąć wątek miłości Kristen i Roberta oraz znaleźć drugą połówkę dla Muriel... Może to w epilogu? Może. Jeszcze nie napisany. Ale dlaczego tego nie wprowadziłam? Otóż powiem. Gdybym to ciągnęła, fick zrobiłby się nudny i przewidywalny, niczym Breaking Dawn. Choćbym nie wiem co zrobiła, i tak byłoby to przewidywalne. Nie chciałam tego. Zakończyłam w nieprzewidywalnym momencie. Ot. Gdybym rozwinęła wątek ich miłości, zrobiłoby się za słodko. Mój fick nie jest słodki, tylko głupi. W tym pozytywnym znaczeniu. Kto mnie natychał? Fajni ludzie. Dedykacja dla Cherry i Bellove Meyah, czyli dla reszty konkursowiczów, w epilogu. O ile go wstawię. Bo go już mam. A wstawię go, jak mnie przekonacie. : > Pozdrawiam gorąco wszystkich moich czytelników. Wzruszona Madź vel. Mery Sue-hack.
|
|
|
|
« Ostatnia zmiana: Luty 27, 2009, 22:52:16 wysłane przez Suhak »
|
Zapisane
|
|
|
|
Peepsyble
Narwany Chochlik? <3
Administrator
Vegetarianin
   
Reputacja +102/-6
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 406
|
 |
« Odpowiedz #26 : Luty 26, 2009, 20:49:35 » |
|
Och, och, och.... * płacze * Juuuuż? Tak szybko? No niee... Wstawiaj epilog, bo utoniesz. W moich łzach. Szkoda. Taki fajny fick. ; ( Ech...
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Dark Natya
Super Moderator
Nowonarodzony
   
Reputacja +101/-0
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 144
Obsesyjny wampir. Edward. <3 Emmett. <3 Jasper. <3
|
 |
« Odpowiedz #27 : Luty 27, 2009, 19:24:31 » |
|
Zabieram się do przekonywania Cię, mój drogi Suhaku, ponieważ postawiłaś takie warunki... ;] Postaram się, żeby ten komentarz był w miarę długi i w miarę konstruktywny, bo chcę poczytać epilog. - Przecież jadę, zamknij się wreszcie i zachowuj jak prawdziwy mężczyzna! Kristen załkała. - ALE JA NIE JESTEM MĘŻCZYZNĄ! Robert zacisnął ręce na kierownicy. - Po prostu się zamknij. Haha, ten dialog rządzi! - A, chętnie - odparł w stu procentach szczerze facet. Tak się zastanawiam nad tym, czy lepiej nie byłoby bez... A zamiast facet, mogłoby być mężczyzna, chociaż niekoniecznie, bo w ff nie trzeba być takim poważnym. ;] Do redakcji magazynu „Pipul”, jak można. Oryginalna nazwa. ^^ Eustachy naburmuszył się i dalej jechali w Nieznane. A dlaczego z dużej litery? ;] - Ale ja owszem - zawołał wesoło Klapka i wpakował się bezczelnie do samochodu. - A, chętnie - odparła i bezceremonialnie wpakowała się do samochodu, na tylne siedzenie, obok Eustachego. Szampon wpakował się na siedzenie pomiędzy Eustachego i Muriel. Takie małe powtórzenie, zamiast tego Muriel mogłaby po prostu wsiąść do samochodu, a szampon... Z szamponem to już nie wiem... Wlazł albo wszedł, o. Robert zastanawiał się, do czego autorka tego ficka zmierza, ale nie przychodziło mu nic inteligentnego do głowy, poza jednym wyjściem - ona ich wszystkich chce pozabijać. To mnie rozwaliło! Oryginalne, oryginalne, i ten pomyślunek Robercika... ^^ Z zamyśleń wyrwała go trzecia postać. Nie powinno być z zamyślenia? Szampon Robert Fructis Włosy Łupieżaste. Po szamponie dałabym przecinek. ;] Twój Wen nie zna granic! Szkoda tylko, że rzekomo teraz Cię opuścił... Ja w to nie wierzę! xD A wstawię go, jak mnie przekonacie. : > Przekonamy, przekonamy! Plusami jest na pewno dużo dawka humoru, pomysłowość i oryginalność. Czyta się szybko i przyjemnie. Większych zastrzeżeń nie mam, wszystko do czego mogłam się uczepić wymieniłam powyżej. Głównie wymieniałam jakieś błahostki, bo nie robisz błędów ortograficznych, stylowych też raczej nie. Wady, wady. Powiem, że wad nie ma. Jedyną wadą jest to, że tak szybko zakończyłaś, ale doskonale Cię rozumiem. Wymienię jeszcze rzeczy, którymi zamierzam Cię przekupić: 1. hodowla suhaków 2. soundtrack z Tłajlajta 3. działka z domkiem, żeby suhaki miały gdzie mieszkać. A te Robertowe gatki też chcesz, czy nie? ; D W tym miejscu mój konstruktywny, a przynajmniej mam taką nadzieję, komentarzyk dobiega końca. Życzę Ci, żebyś pisała więcej takich ff, żeby Twój zbiegły Wen powrócił i zabójczego zakończenia!
|
|
|
|
|
Zapisane
|
'Wyrzuciłam bukiet z nietypową dla siebie zręcznością, prosto w ręce zaskoczonej Angeli. Emmett i Jasper wyli ze śmiechu, widząc, że się rumienię, podczas gdy Edward bardzo ostrożnie ściągał zębami pożyczoną podwiązkę, umieszczoną nieco powyżej kostki. Mrugnął do mnie szybko, a następnie rzucił ją prosto w twarz Mike'a Newtona'. 'Wszyscy klaskali, gdy pocałował mnie nad progiem. Później popędziliśmy do samochodu, uciekając przed burzą ryżową. Większość strzałów nas ominęła, ale ktoś, prawdopodobnie Emmett, rzucał z niesamowitą precyzją i zostałam trafiona wieloma rykoszetami od pleców Edwarda'. : D
|
|
|
Suhak
Newsman
Nowonarodzony
 
Reputacja +26/-1
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 187
Ed.mett <3
|
 |
« Odpowiedz #28 : Luty 27, 2009, 22:51:25 » |
|
Uno. "Nieznane" z dużej, bo to nazwa miasta. Krainy. Miejsca. Kraju. Cokolwiek. To po prostu Nieznane. Dos. "Wpakowane" powtórzenie zamierzone. Tres. Z "zamyśleniem" prawda. : > Cuatro. Robert Fructis Włosy Łupieżaste to nazwa. Bez przecinka. Cinco. Sountrack z Twilighta mam na komputerze. W komórce. W głowie. W sercu. I w dupie. : D Jednocześnie. : d Wszędzie, jednym słowem. : D a Robertowe gatki? Jak najbardziej. Seis. Jesteś pewna, że chcesz zabójczego zakończenia? Wszystko jeszcze mogę zmienić. Ale jak ma być zabójczo, to moje plany co do drugiej części (tak, będzie na 80%!) legną w gruzach. To jak? : > Ekhem. I siete. Epilog wstawię jutro. Z bonusikiem. Pod warunkiem, że pod moim postem będzie jakiś inny, bo edytować tego to ja nie będe, o! *fuka z niezadowolenia*
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
Peepsyble
Narwany Chochlik? <3
Administrator
Vegetarianin
   
Reputacja +102/-6
Offline
Płeć: 
Wiadomości: 406
|
 |
« Odpowiedz #29 : Luty 28, 2009, 09:41:11 » |
|
He. Chcesz to masz ;> Oto, proszę państwa, nowy post...! Wstawiaj szybko, bo nie ma co czytać. A jaki to bonusik? Coo? Jestem ciekawa. Szybko, szybko...!
|
|
|
|
|
Zapisane
|
|
|
|
|